84 views, 9 likes, 0 loves, 0 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Para Mieszana: Żałoba po rozstaniu w naszej kulturze nie ma najlepszej prasy. Na żałobę po śmierci bliskiej osoby mamy
Najczęściej to wdowa „przejmuje” emeryturę po mężu, gdyż ta najczęściej jest znacznie wyższa. Aby mieć prawo do uzyskania takiego świadczenia trzeba spełnić jeden z poniższych warunków: w momencie śmierci męża/żony mieć ukończone 50 lat lub być osobą niezdolną do pracy;
🔔 Przemijanie i odejście są nieodłącznymi aspektami naszego istnienia, a żałoba po stracie bliskiej osoby staje się wyjątkowo trudnym przeżyciem. Jest to stan…
Żałoba po śmierci samobójczej jest niezwykle trudna, podobnie jak po każdej śmierci pojawia się tęsknota, smutek, żal, rozpacz, złość. Ale jeśli przyczyną śmierci było samobójstwo, najbliżsi czują niezwykle silne poczucie winy, że czegoś nie zauważyli, że na coś nie zwrócili uwagi.
Pierwszym etapem żałoby po rozstaniu w szczególności przy relacji, która kończy się nagle jest szok, niedowierzanie, wyparcie. “to nie może być prawda”, “to na pewno jeszcze jakoś się zmieni.”. Nie wierzymy w zakończenie związku, mamy nadzieje, że ta osoba się zmieni, wróci, zacznie się starać. Drugim etapem żałoby
Długość żałoby zależy od stopnia pokrewieństwa. Wbrew temu, co zwykło się sądzić, nawet okres żałoby po mężu lub żonie wcale nie trwa do końca życia. Zwyczajowo jest to rok i sześć tygodni i jest to najdłuższy okres żałoby, jaki przewidują zwyczaje naszego kręgu kulturowego.
Według psychologów, żałoba trwa zwykle od 6 do 12 miesięcy. Należy jednak mieć na uwadze, że w niektórych przypadkach żałoba może trwać całe życie. Trzeba tylko nauczyć się z nią żyć i zaakceptować stratę bliskiej osoby. Dobrze jest mieć świadomość, że żałoba ma różne etapy, które w zależności od jednostki
Żałoba rozumiana jest jako stan po stracie bliskiej osoby. To czas, w jakim musimy nauczyć się żyć bez tej osoby, oswoić się z jej odejściem, przyzwyczaić się do jej nieobecności i poukładać wszystko na nowo. W czasie żałoby możemy odczuwać różnorodne emocje: od smutku, apatii i żalu po głęboką rozpacz. Czas żałoby
Najnowsze z forum Żałoba, strata, osierocenie 06.11.23, 18:49 Chyba zwariowałam po śmierci mamy (451) samotna25x 24.10.23, 03:30 I ja dołączam do nagle opuszczonych (39) bruner4
2 Z. Wóycicka Przerwana żałoba: polskie spory wokół pamięci nazistowskich obozów koncentracyj- nych i zagłady 1944-1950 , Wydawnictwo Trio, Warszawa 2009, s. 133-161, 305-332; M.C. Steinlauf
TGp5qYA. Wróć do listy porad Odejście bliskich zawsze jest wielkim przeżyciem. Obowiązkiem wynikajacym z tradycji i religii jest pogrzebanie ciała Zmarłego podczas uroczystej ceremonii. Jednak pogrzeb nie oznacza zamknięcia wszystkich rytuałów związanych ze śmiercią bliskiego. Problemem jest zazwyczaj, co zrobić z rzeczami zmarłego - sprzątanie tego, co on po sobie pozostawił i uporządkowanie doczesnych pamiątek, które zmarły wykorzystywał na co dzień, może przysporzyć wiele trudu oraz rozterek. Porządkowanie życia, którego już nie ma Jeśli ktoś odszedł w słusznym wieku i do śmierci się przygotował, to rodzinie jest nieco łatwiej niż w przypadku osób, które odchodzą nagle. Kwestie dokumentów, własności, finansów, firm i różnych innych spraw urzędowo-biznesowych są szczególnie trudne, gdy zmarły nie pozostawił testamentu lub jakichkolwiek innych dyspozycji. Bywa, że podział masy spadkowej jest trudny i długotrwały, a dodatkowo czasem towarzyszą mu spory i niesnaski rodzinne. Nieco łatwiej jest uporządkować rzeczy, którymi zmarły był otoczony. Meble, książki, płyty, biżuteria, wyposażenie mieszkania bardzo często pozostają na swoim miejscu i korzystają z nich członkowie rodziny, którzy zamieszkiwali kiedyś wspólnie ze zmarłym za jego życia lub objęli mieszkanie w posiadanie po jego odejściu. Problem najczęściej stanowią rzeczy osobiste, głównie ubrania. Co zrobić z ubraniami po zmarłym? Kiedyś panował przesąd, że ubrań zmarłego nie powinno się ruszać przez co najmniej dwa tygodnie. Następnie członkowie rodziny dzielili je między siebie lub rozdawali biednym. W czasach niedostatku materialnego, szczególnie na terenach wiejskich, nikt nie wyrzucał odzieży, a już na pewno skórzanych butów. Dziś odzież nie jest trudno dostępna i bliscy zmarłego nie muszą pozostawiać sobie jego ubrań z powodu niedostatku. Sprzątanie szaf jest bardziej aktem związanym ze sferą emocjonalną niż faktycznie czynnością porządkową. Wiele osób ma dylematy co do terminu sprzątania. Zadają sobie pytanie, kiedy można posprzątać w pokoju zmarłego? Jedni czekają z tym rok - tyle, ile trwa żałoba, a inni wynoszą przedmioty tuż po pogrzebie. Czas jest zależny od osób, które zajmują się sprzątaniem. Jeśli ciągły widok przedmiotów osobistych zmarłego wywołuje wspomnienia negatywne, żal i płacz, to lepiej rzeczy pozbyć się jak najszybciej. Jest to jednak sprawa indywidualna. Warto bowiem pamiętać, że czas na żałobę jest konieczny i nie powinno się go ani unikać, ani sztucznie skracać. Ubrania i buty zmarłego najlepiej przekazać osobom potrzebującym. Gdy nie znamy takich, to można to uczynić za pośrednictwem organizacji pomocowych. Jeśli takie nie funkcjonują w naszej okolicy, to worki z odzieżą najlepiej umieścić w pojemnikach stawianych przez PCK na osiedlach mieszkaniowych lub zanieść do kościoła, przy którym zawsze działają koła parafialne zajmujące się pomocą charytatywną. Można również zapytać pobliski dom opieki, noclegownię czy też schronisko św. Brata Alberta czy nie potrzebują ubrań. Świadomość, że garderoba lub obuwie naszego drogiego nieobecnego nadal mogą dobrze komuś służyć może być pomocą w pogodzeniu się z odejściem bliskich. Co zrobić z gromnicą po pogrzebie? Gromnica lub świeca chrzcielna, choć jest przedmiotem związanym z kultem religijnym, a nie częścią ubioru czy innym przedmiotem osobistym, uważana jest za rzecz, która ma tylko jednego właściciela. Pojawia się w życiu człowieka podczas jego chrztu i przyjęło się, że znika wraz z odejściem właściciela. Konający powinien mieć gromnicę w ręce w chwili śmierci. Realia jednak pokazują, że trzymanie świecy łatwe nie jest, szczególnie gdy dotyczy ludzi schorowanych i słabych, można więc gromnicę ustawić na stole lub szafce przy łóżku. Symbolika świecy gromnicznej oddaje sens życia - płomień świecy jest jak żywot człowieka. Gromnica zapalona w chwili śmierci to wiara w Boga, który jest Światłem i ku któremu należy podążać. Płomień gromnicy oświetla drogę na drugi brzeg, z którego już powrotu nie ma. Gdy umierający odejdzie z tego świata, gromnicę należy zdmuchnąć. A co zrobić z niedopaloną gromnicą? Jeśli zmarły pozostaje w domu, gromnicę trzeba zapalać do czasu pogrzebu. Jeśli do czasu pochówku zmarły będzie w chłodni, to świecę można postawić na parapecie okiennym, zapalić i pozwolić jej wypalić się do końca. Można również gromnicę zapalać codziennie przez 30 dni po pogrzebie. Przesądy pogrzebowe zabraniają używania świecy gromnicznej po zmarłym do innych celów, niż te związane z rytuałami pogrzebowymi czy miesięcznym wspominaniem. Gromnica użyta niezgodnie z przeznaczeniem przynosi ponoć nieszczęście, a nawet może nowego właściciela doprowadzić do rychłego zgonu. Zobacz również: 🡆 Czy i jak można złożyć kondolencje SMS-em?
Żałoba to czas, który rządzi się swoimi prawami. Każdy nieco inaczej przeżywa śmierć bliskiej osoby, a czas trwania żałoby może u jednych być dłuższy, a u innych krótszy. Gdy w grę wchodzi żałoba, psychologia zajmuje się głównie jej etapami – zaprzeczaniem, targowaniem się, złością, depresją i pogodzeniem się z zaistniałą sytuacją. Warto uświadomić sobie, że te fazy żałoby nie przebiegają w konkretnej kolejności i wiele osób może ponownie znaleźć się na etapie, który już wcześniej pokonały. Jest to zupełnie naturalne, podobnie jak depresja po śmierci partnera. Jak dalej żyć w obliczu śmierci męża? spis treści 1. Żałoba po śmierci męża 2. Czas trwania żałoby 1. Żałoba po śmierci męża Żałoba jest okresem, podczas którego wdową targają silne emocje – gniew i strach, ale także głęboki smutek i zakłopotanie. Jest to naturalne, podobnie jak ostatnia faza żałoby, czyli pogodzenie się ze śmiercią bliskiej osoby i rozpoczęcie życia na nowo. Śmierć ukochanego mężczyzny to nieopisana tragedia dla niejednej kobiety. Trochę inaczej przeżywają ją starsze panie, które żegnają schorowanego męża w podeszłym wieku, a inaczej młode wdowy, które straciły partnera na początku ich wspólnego życia, np. w wyniku wypadku samochodowego. Bez względu jednak na wiek męża, staż związku i okoliczności śmierci (starość, choroba, kraksa samochodowa czy wypadek motorem), tragizm i ból cierpienia każdej kobiety są ogromne. Zobacz film: "Gdy ukochana osoba odejdzie" Starsze kobiety mogą liczyć na wsparcie dorosłych dzieci, natomiast młode – stoją dodatkowo przed wyzwaniem wychowania małych szkrabów, koniecznością życia w pojedynkę i zadbania o dom. Niektóre muszą przewartościować całe swoje życie, poszukać pracy, kiedy dotychczas na utrzymanie rodziny zarabiał nieżyjący już małżonek. Czasami ból, żal, poczucie pustki i zagubienie w nowej rzeczywistości bez partnera są tak silne, iż niejedna kobieta nie radzi sobie ze śmiercią męża, popadając w depresję albo szukając złudnego pocieszenia w alkoholu i innych substancjach odurzających, by zagłuszyć uczucia i cierpienie towarzyszące żałobie. 2. Czas trwania żałoby Mimo iż nie ma uniwersalnego czasu trwania żałoby, można przyjąć, że wynosi on średnio rok. W tym czasie wdowa powinna: dać sobie czas na podjęcie różnych niezbędnych decyzji, np. co zrobić z ubraniami zmarłego męża; pozwolić sobie na łzy – nie wolno dusić emocji w sobie, jest to wręcz niezdrowe; przynajmniej raz na jakiś czas spotkać się ze znajomymi i wyjść z domu – na początku mogą czuć się niezręcznie, ale po pewnym czasie zaczną traktować ją tak, jak dawniej, zamiast patrzeć na nią przez pryzmat śmierci męża; nauczyć się radzić sobie w trudne dni, czyli rocznice ślubu, walentynki itp. Jak to zrobić? Warto zaplanować coś wcześniej i nie dać się zmanipulować rodzinie lub znajomym. Ponadto nie należy zarzekać się, że mąż był ostatnim mężczyzną w życiu. Wiele może się jeszcze wydarzyć, dlatego warto zostawić sobie otwartą furtkę. Najważniejsze, by pojawiło się szczere, silne uczucie. Związek nie powinien być tylko lekiem na samotność. Żałoba jest trudnym, wręcz traumatycznym przeżyciem. Śmierć bliskiej osoby jest ciężkim doświadczeniem, które wymaga wiele siły ducha. Trzeba dopuścić do siebie silne emocje i z czasem nauczyć się żyć w pojedynkę. Dobrze jest mieć nadzieję, że za zakrętem czeka ktoś wyjątkowy. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Kamila Drozd Psycholog społeczny, autorka wielu publikacji dotyczących rozwoju osobistego oraz warsztatów z doradztwa zawodowego i komunikacji międzypłciowej.
Żałoba to stan, którego przeżywania wolelibyśmy uniknąć. Śmierć zawsze jest tragedią. Nie jesteśmy w stanie przygotować się na nią. Nie wiemy, jak ukoić ból ani jak pomóc współcierpiącym z nami. Jak pogodzić się ze stratą? Żałoba potrzebuje czasu, ma fazy, które trzeba przejść, by wrócić do normalnego życia. Spis treściŻałoba: jak przeżyć ten trudny czas?Faza pierwsza żałoby: szok i otępienieFaza druga żałoby: tęsknota i żalFaza trzecia żałoby: dezorganizacja i rozpaczFaza czwarta żałoby: reorganizacja Żałoba to stan przeżywany przez osoby po stracie ukochanego bliskiego. Kiedy człowiek umiera, kończą się jego cierpienia. Ci, których osieroca, pogrążają się w rozpaczy. Opłakując stratę bliskiej osoby, muszą stawić czoła niezwykle silnym emocjom i trudnym decyzjom związanym np. z organizacją pogrzebu. Wszystko dzieje się szybko, w ogromnym napięciu, a przecież wtedy wiele spraw ich najzwyczajniej przerasta... Nikt nie jest w stanie pojąć i zrozumieć żalu po śmierci kogoś bliskiego – jedynie ten, kto sam to przeżył. W jednej chwili człowiek traci spokój, ład, poczucie bezpieczeństwa. Bo nie czuje dotyku kochanej osoby, brakuje mu jej uśmiechu, głosu, codziennych rozmów (nawet kłótni), planów na przyszłość, spacerów, posiłków, wspólnego przeżywania świąt. I jeśli nawet jest otoczony gromadą bliskich sobie osób, już zawsze będzie czuć w sercu pustkę... Żałoba: jak przeżyć ten trudny czas? Żałoba to "duchowa rana". Goi się długo i pozostawia blizny. Każdy z nas przeżywa odejście bliskiej mu osoby na swój własny, indywidualny sposób. To, jak przebiega żałoba, kiedy (i czy w ogóle) minie, zależy przecież od różnych czynników – od tego, kim był dla nas zmarły i jak wielkie spustoszenie w naszym życiu uczyniło jego odejście. Nie bez znaczenia jest nasz wiek i wiek osoby, którą utraciliśmy. Ważne jest także to, czy byliśmy przygotowani na rozstanie i jak do kwestii śmierci podchodził ktoś, kto odszedł. Ale istnieje pewna uniwersalna dla każdego człowieka droga przeżywania smutku w ciągu pierwszego roku po odejściu kogoś bliskiego. Jeżeli poznasz jej etapy, łatwiej zrozumiesz, co się z tobą dzieje (albo działo) oraz w jaki sposób możesz pomóc sobie i swoim bliskim przejść przez ten trudny okres. Pamiętaj jednak, że nie każdy musi przechodzić przez kolejne fazy żałoby – podobnie jak one nie muszą wcale wyglądać w każdym przypadku tak samo. Niektórzy ludzie popadają w milczenie i bezruch, inni płaczą albo histeryzują. Jedni szukają wsparcia, drudzy – kryjówki. Faza pierwsza żałoby: szok i otępienie Ten etap następuje przeważnie tuż po śmierci bliskiej osoby. Może mu towarzyszyć wstrząs psychiczny, szok, który objawia się np. zaprzeczaniem temu, co się stało. Czasem człowiek nie chce w ogóle dopuścić do świadomości tragicznej prawdy – tego typu reakcje pojawiają się najczęściej wtedy, gdy śmierć była nagła i niespodziewana. Wstrząs może być łagodniejszy (ale wcale nie musi!), jeżeli śmierć poprzedzała długa, nieuleczalna choroba. Faza druga żałoby: tęsknota i żal Osoba pogrążona w żałobie odczuwa tęsknotę za zmarłym: płacze, szuka go, wspomina, czasem wydaje się jej nawet, że go spotyka. Jednocześnie odczuwa gniew na siebie i los, a także poczucie winy, że nie mogła zrobić niczego, by uratować bliską jej osobę. Ta faza wiąże się często z najintensywniejszym smutkiem. W tym czasie mogą też powracać przykre wspomnienia o wcześniejszych bolesnych rozstaniach. Człowiek opłakujący stratę cierpi bowiem najbardziej nie tuż po śmierci bliskiej osoby, a później – kiedy przestają go już absorbować sprawy "przyziemne" (związane np. z pogrzebem). Kiedy w końcu zostaje sam... Faza trzecia żałoby: dezorganizacja i rozpacz Człowiek pogrążony w żałobie nie potrafi powrócić do normalnego życia. Dręczy go uczucie beznadziejności, bezradności, osamotnienia, lęku i smutku. Izoluje się od ludzi, w niczym nie widzi sensu. Żałoba pozbawia go poczucia bezpieczeństwa, tożsamości i celowości, ponieważ została zerwana bliska więź uczuciowa i zaburzone poczucie zależności od tej drugiej osoby. Pojawia się wtedy w człowieku irracjonalna nadzieja na ujrzenie zmarłej osoby, usłyszenie wiadomości, że to była fatalna pomyłka. Faza 2. i 3. przez jakiś czas przenikają się. Faza czwarta żałoby: reorganizacja Na tym etapie ludzie zwykle akceptują stratę i powoli powracają do równowagi. Ból jest już mniej dotkliwy, więc poczucie straty staje się możliwe do zniesienia. Nawet jeśli czas nie wydaje się nam w tej sytuacji najlepszym lekarzem, to przecież płynie, a życie stawia przed nami coraz to nowe zadania. Przeszłość oddala się – i chociaż nigdy nie zostanie wyparta z pamięci, to człowiek, który przeżył śmierć bliskiej osoby, na nowo układa sobie życie, już bez niej. Do napisania tekstu wykorzystano książkę prof. Martina Herberta "Żałoba w rodzinie", wydaną przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. miesięcznik "Zdrowie"
Wielu pacjentów skarży się u psychologa na choroby, których podłożem jest źle przeżyta żałoba. Współcześnie przechodzenie przez żałobę jest trudniejsze z uwagi na to, że ciało do pogrzebu przygotowują zwykle wyspecjalizowane zakłady. Umieranie w domu oraz uczestniczenie w zbiorowych rytuałach żałobnych było okazją do oswojenia tematu umierania. Jednym z antropologicznych paradoksów dzisiejszych czasów jest to, że choć często mówimy (zwłaszcza w Kościele), że żyjemy w cieniu "cywilizacji śmierci", to tak naprawdę śmierć jest przez dzisiejszych Polaków zepchnięta na margines. W niewielkiej liczbie domów otwarcie rozmawia się o odchodzeniu, chorobach i przemijaniu - a kiedy jednak okazuje się, że śmierć dotyczy również naszych najbliższych - bo odchodzi ktoś z naszej rodziny lub przyjaciół - mamy ogromne trudności z przejściem przez żałobę. Niekiedy zdarza się, że ludzie przez lata żyją tak, jakby zmarły wciąż fizycznie był pośród nich, co może mieć bardzo poważne i daleko idące konsekwencje... Uwalniający dynamizm żałoby Choć kiedy myślimy o żałobie, to zwykle jawi się ona nam jako mroczny monolit, to jednak z psychologicznego punktu widzenia żałoba jest procesem, który posiada swoją dynamikę. Jedną z najbardziej znanych i cenionych badaczek procesu żałoby jest Elisabeth Kubler-Ross, która pracowała jako psychiatra i terapeuta z osobami chorymi terminalnie. Na podstawie swoich obserwacji oraz rozmów z chorymi i ich rodzinami podzieliła ona żałobę na pięć następujących po sobie etapów: Zaprzeczanie - na tym etapie często myślimy "to nie może być prawda!". O zmarłym mówimy tak, jakby wciąż żył, a jego rzeczy często pozostają nietknięte. "Utknięcie" na tym etapie źle rokuje - może być pierwszym sygnałem, że żałoba nie zostanie odpowiednio przepracowana. Gniew - często pojawia się tutaj myśl "dlaczego akurat mnie to spotkało, skoro są ludzie, którzy robią podłe rzeczy?!". Ta złość może być skierowana na Boga, na los, lekarzy, ale także - co zdarza się wcale nie tak rzadko - na samego zmarłego. Znam niezwykle poruszającą historię, gdy pewna kobieta, stojąc nad trumną ukochanego męża, zaczęła krzyczeć, że jest "pieprzonym egoistą, skoro zostawił ją samą". Targowanie się - na tym etapie osoby w żałobie zaczynają targować się z Bogiem, losem lub inną siłą wyższą. Proszą, aby zabrano im ich ból lub nawet przywrócono zmarłemu życie - w zamian obiecują więcej się modlić, zmienić swoje życie lub "już nigdy nie pokłócić z mężem". Ponieważ etapy wyróżnione przez Kubler-Ross pojawiają się także w przypadku otrzymania informacji o śmiertelnej chorobie, to etap ten jest najbardziej widoczny wówczas, gdy chory (i jego rodzina) chcą od siebie "odsunąć" diagnozę. Depresja - kiedy wściekłość i targowanie się nie przynoszą rezultatu, zaczynamy czuć rozdzierający smutek, ogromną tęsknotę za zmarłym oraz poczucie pustki. Niektóre osoby właśnie teraz zaczynają opłakiwać zmarłego w dosłownym znaczeniu. Akceptacja - ten etap polega na pogodzeniu się z czyimś odejściem i wiąże się z reorganizacją dotychczasowego życia - zarówno na poziomie psychologicznym, jak i "codziennej logistyki". Rodzina i przyjaciele osoby zmarłej godzą się z tym, że więcej nie usłyszą jej głosu, nie otrzymają od niej życiowych rad, ale jednocześnie ustalają, kto przejmie obowiązki zmarłej osoby. Pewien pacjent mojej znajomej wszedł w ten etap w sposób nieco symboliczny - kiedy zaczął akceptować to, że jego żona nie wróci na ten świat, zdjął ślubną obrączkę i umieścił ją w szkatułce z rodzinnymi pamiątkami - tuż obok obrączki zmarłej żony. Kubler-Ross twierdziła, że przez wszystkie te etapy należy przejść, aby być w stanie na nowo poukładać swoje życie bez osoby zmarłej. Oczywiście, długość trwania tych etapów może być różna u każdego z nas. Nie wszystkie etapy będziemy też przeżywać z tą samą intensywnością - na przykład etap depresji u niektórych z osób dotkniętych żałobą objawia się smutkiem i apatią, a u innych - myślami samobójczymi, przez co wymaga konsultacji z psychiatrą lub psychoterapeutą. Wśród współczesnych psychologów i psychiatrów zwraca się też uwagę na to, że u niektórych osób żałoba może przebiegać w odmienny sposób - na przykład etapy te mogą być "zmieszane" lub występować w nieco innej kolejności. Mama zabroniła mi płakać Niewiele wydarzeń w życiu osoby i rodziny ma tak negatywne i poważne konsekwencje jak nieprzepracowana żałoba. W swoim gabinecie spotykam czasami pacjentów, którzy przed laty stracili kogoś bliskiego - rodziców, dziadków lub rodzeństwo - i którzy do tej pory nigdy nie mieli możliwości przejścia przez żałobę. Jednak fakt, że próbujemy "zacisnąć zęby" czy "skupiać się na teraźniejszości" nie sprawi, że ból, rozpacz czy wściekłość znikną - one po prostu zostaną skanalizowane w inny sposób, który prawdopodobnie okaże się niszczący. Konsekwencje zaprzeczania stracie mogą manifestować się poprzez zaburzenia lękowe, nawracające stany depresyjne, trudności w budowaniu relacji, ale czasami wyrażają się także poprzez ciało. Często spotykanymi dolegliwościami psychosomatycznymi, stanowiącymi konsekwencję nieprzepracowania utraty, są przewlekłe bóle głowy, problemy trawienne lub nawracające infekcje układu oddechowego. Oczywiście, nie jest powiedziane, że u każdej osoby te wszystkie problemy muszą wystąpić - zdarza się jednak, że całe życie człowieka jest naznaczone nieprzepracowaną żałobą. Sama parę miesięcy temu spotkałam w swoim gabinecie dojrzałą już osobę, która z żałobą po pewnym członku rodziny zmagała się przez ponad połowę swojego życia - we wczesnym dzieciństwie w tragicznych okolicznościach straciła kogoś, kto był bardzo bliski jej i jej mamie. Mama jednak (prawdopodobnie nie ze złej woli, lecz z lęku przez konfrontacją z trudnymi emocjami dziecka) zabroniła jej płakać i przykazała skupić się na "tych, którzy zostali". Młoda kobieta, chcąc dostosować się do reguł wyznaczonych przez matkę, udawała, że nic się nie stało - po pogrzebie poszła spotkać się z kuzynkami, które zapewniała, że wszystko jest w porządku. Jednak po paru miesiącach u dziewczyny pojawiły się stany lękowe (bała się potworów spod łóżka, wysokości i obcych ludzi), a następnie omdlenia, depresja (wówczas niezdiagnozowana) i obawa przed wchodzeniem w relacje ("bo ludzie i tak odejdą lub umrą"). Do specjalisty zgłosiła się dopiero wiele lat później, gdy zaczęły dręczyć ją myśli o tym, że ludzie, którzy giną w wypadkach, mogą tak naprawdę być grzebani żywcem, a na jej ciele pojawiła się wysypka, której przyczyn dermatolog nie był w stanie jednoznacznie "namierzyć". W takich przypadkach droga do równowagi, jak można się domyślać, jest bardzo wyboista - wymaga powrotu do wydarzenia sprzed lat i omówienia najtrudniejszych chwil w życiu. Przypadek tej osoby jest bardzo wyrazisty, ale wcale nie odosobniony - niedomknięta żałoba może ciągnąć się za nami jak bardzo długi, uprzykrzający życie cień. Kroczenie ciemną doliną Jak zatem przejść przez żałobę, aby nie odcisnęła ona trwałego piętna na naszym zdrowiu psychicznym? Przede wszystkim, każda z emocji, jaka towarzyszy rozstaniu, musi znaleźć ujście. Jeśli ktoś czuje potrzebę płaczu - powinien pozwolić łzom płynąć. Jeżeli czujemy, że ogarnia nas wściekłość na zmarłego lub jego życiowe wybory (na przykład na to, że palił papierosy, co przyczyniło się do rozwoju zabójczego raka płuc) - nie zaprzeczajmy tej trudnej emocji. Ważne jest także to, aby o zmarłym rozmawiać - i to niekoniecznie zgodnie z zasadą "o tych, których zabrakło, dobrze lub wcale"! Tym, co sprzyja zdrowemu przepracowaniu żałoby, jest także uczestnictwo w rytuałach pogrzebowych i pożegnanie ciała zmarłego. Widok leżącego w trumnie wujka, ojca czy małżonka sam w sobie rzadko bywa traumatyzujący - natomiast bardzo krzywdzące może być "ominięcie" pożegnania. Osoby, u których żałoba często przyjmuje patologiczny kształt, to te, które nigdy nie zobaczyły ciała osoby zmarłej - ponieważ na przykład nigdy go nie odnaleziono lub nie otrzymały takiego pozwolenia od reszty rodziny. Niekiedy pacjenci pytają mnie, czy dzieci powinny móc zobaczyć zwłoki - część rodziców sądzi, że zakazując im oglądania zmarłego członka rodziny, uchroni je przed cierpieniem. W takich sytuacjach odpowiadam jednak, że jeśli dziecko o to prosi, nie protestuje, to należy mu na to pozwolić, dając mu jednocześnie wsparcie i tłumacząc, na czym polega umieranie. Z żałobą lepiej radzą sobie również ci z nas, którzy w domu mogli swobodnie rozmawiać o tym, czym jest śmierć, na czym polega jej nieodwracalność, i którym nie mówiono, że jest to temat, o którym na przykład nie wypada rozmawiać. Tabuizacja śmierci nie sprawi, że ona straci swoją moc, lecz może utrudnić nam radzenie sobie z odchodzeniem bliskich, z którym każdy z nas będzie musiał się zmierzyć. Współcześnie przechodzenie przez żałobę jest trudniejsze z uwagi na to, że ciało do pogrzebu przygotowują zwykle wyspecjalizowane zakłady - jeszcze kilka dekad temu to rodzina miała za zadanie przygotować ciało do ostatniej drogi. Umieranie w domu oraz uczestniczenie w zbiorowych rytuałach żałobnych również były okazją do oswojenia tematu umierania. Doskonały opis przygotowania do śmierci i pochówku znajdziemy chociażby z "Nocach i dniach", w których stopniowo słabnie i umiera matka pani Barbary, zaś po jej śmierci Bogumił zabiega o to, by jego dzieci mogły uczestniczyć w przygotowaniach do pogrzebu, by kiedyś potrafiły odpowiednio pożegnać jego i Barbarę. Zmiany w obrębie kultury pogrzebowej mają jednak uzasadnienie higieniczne - nie musimy więc się im sprzeciwiać. Warto jednak po zakończeniu obrzędów znaleźć czas na wspólne wspominanie zmarłego i dzielenie się bólem, złością i wszystkimi innymi emocjami, które pojawiają się w tak trudnej chwili. Doświadczenie wspólnotowości często czyni żałobę łatwiejszą do przejścia. Nie należy także w nieskończoność odkładać wyrzucenia lub oddania innym rzeczy po zmarłym - choć, oczywiście, warto zachować po nim pewne cenne pamiątki. Żałoba, bez której nie ceni się życia Żałoba nie jest procesem patologicznym - jest zupełnie naturalną reakcją na trudne wydarzenie. Choć często budzi to nasz opór, to jednak warto oswajać się z myślą, że starzenie się i umieranie są "wmontowane" w cykl życia rodziny, tak samo jak narodziny i dorastanie kolejnych jej członków. Tylko mając na uwadze perspektywę własnej śmiertelności, można naprawdę docenić i wykorzystać swoje życie. A poza tym - my, chrześcijanie, wiemy przecież, że ta "ostatnia droga" prowadzi nie tylko do grobu, ale także do nowego życia. Angelika Szelągowska-Mironiuk - psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga